wtorek, 26 czerwca 2012

Ups... długo mnie nie było

i zaniedbałam naukę. 
Najpierw doszłam do bariery wewnętrznej - opanowałam pewną partię materiału i stanęłam w miejscu.
Potem okazało się, że mój zaplanowanych wyjazd do Barcelony nie wypali.
A potem to już codzienne obowiązki mnie pożarły. Praca, dzieci, druga praca, pies itd.
I jeszcze czas na inne pasje też muszę miec. A czasami po prostu najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się męczyc mojej główki ;-)

Ale już od soboty zaczyna się laba - zostają tylko własne dzieci, pies i dom do zaopiekowania, tak więc i czas na języki mam nadzieję się znajdzie. 
Ponieważ troszeczkę moje oczarowanie hiszpańskim zmalało to zaczęłam się zastanawiac czy naprawdę chcę go się uczyc. Ale podjęłam męską decyzję - jadę dalej z tym koksem. O metodach żadnych nie będę decydowac - to co robiłam dotąd tylko w większym wymiarze - trochę jakiegoś podręcznika z płytami, trochę programu multimedialnego, trochę TV po hiszpańsku, trochę czytania interesujących blogów po hiszpańsku. Tyle, że chcę wrócić do częstszego pisania. 

Byłam pytana o realizację moich noworocznych planów. Oczywiście nic z tego. Jakieś przewrotne ze mnie zwierze i jeśli coś zaplanuję to zwykle robię odwrotnie. A jak na coś nie mam ochoty to nie ma takiej siły, która by mnie zmusiła.  Mam nadzieję, że tym razem z mojej męskiej decyzji o zajęciu się w wakacje hiszpańskim nie wyjdzie jak zwykle.

1 komentarz:

  1. Czasami już tak bywa, że tracimy pewność co do wyboru danego języka. Najważniejsze wtedy to nie poddać się zniechęceniu i kontynuować naukę. Więc trzymam kciuki i życzę powodzenia w dalszej nauce języka hiszpańskiego. Czekam też na kolejne wpisy na blogu.

    OdpowiedzUsuń